Wstaliśmy po 9. Bartek zrobił jajecznicę na śniadanie jak zwykle w niedziele. Potem posprzątałam. Nakarmiłam chomika. Do kościoła poszliśmy na 11.15. Tego dnia po mszy przyszedł św. Mikołaj do dzieci i rozdawał słodkości. My poszliśmy na obiad do rodziców. Posiedzieliśmy do 15, przed 14 przyszedł Daniel z Olą i tak sobie siedzieliśmy. Zjadlam trochę słodkiego. Pozwalam sobie na to w niedzielę, a w tygodniu staram się nie jeść. Gdy wróciliśmy wlączylam sobie komputer i posłuchałam filmiku Simple happy zen. Potem poszłam do kuchni i zrobilam surówkę z gotowanej kapusty czerwonej i jabłka. Zeszło mi z tym prawie godzinę. Koło 17 zadzwoniłam do Kasi - koleżanki z życzeniami imieninowymi spóźnionymi, ale sobie pogadałyśmy na spokojnie prawie godzinę. Potem czytałam książkę Pełna moc życia. Aż do wiadomości. Przygotowałam sobie kolację i zażyłam leki. Oglądałam trochę film na polsacie ale położyłam się spać około 20.30. Usnęłam dopiero jak Bartek się położył koło mnie.
Komentarze
Prześlij komentarz