Wstałam o 7.30. Zjadłam śniadanie, posprzątałam i poszłam do pracy. Tego dnia nie miałam jakichś zadań poza jednym. Wysyłką biuletynów do Zakopanego. Szybko się z tym uporałam. Pozostały czas spędziłam czytając Sztukę prostoty. O 11 wyszłam na autobus bo jechlam na Batorego do lekarza laryngologa na kontrolę. Szybko załatwiłam sprawę. Wracałam na noogach. Na mieszkaniu byłam o 12.15. Usiadłam z herbatką i odpoczywałam. Po krótkiej chwili zaczęłam krąyć po mieszkaniu i sprzątać ale tak powierchwownie declutterować. Usunęłam kilka książek, ubrań, nowe kalendarze nieużywane, wyrzuciłam kilka pudełek po różnych rzeczach. Przed 14 naszła mnie straszna ochota na chipsy. Więc poszłam do kauflandu i kupiłam paczkę. Z przyjemnością się na nią rzuciłam po przyjściu do domu. Bartek przyszedł jak zwykle. Zrobiłam makaron z serem, tak na szybko. Gdy zjedliśmy pojechaliśmy na zakupy do biedronki.Gdy wróciliśmy zrobiłam kawę i herbatę i usiedliśmy na kanapie żeby odpocząć. Przed 17 wyszłam do biblioteki. Po drodze zostawiłam w czerwonej szafie zdeklaterowane książki a w aptece przeterminowane leki. Pożyczyłam dwie ksiąki i wróciłam do domu. Od razu zrobiłam sobie kolację i zażyłam leki. A wcześniej zadzwoniłam do mamy. Po kolacji trochę czytałam, a trochę oglądałam tv. Poszłam spać koło 20. Z łóżka słuchałam filmu Barwy szczęścia. Dość długo zasypiałam. Po tym jak Bartek się położył...
Komentarze
Prześlij komentarz