Wstałam o 7.45. Obudziłam się bez budzika. Wstałam wyspana. Do pracy poszłam bez śniadania. Za to rano zdążyłam posprzątać i obejrzeć filmik na yt po angielsku o oszczędnym życiu. W pracy okazało się że muszę poprawić jedną bazę i zrobić naklejki do kolejnej wysyłki, ale tylko 100. Jednak zeszło mi do 12.50. Skończylam i nawet się nie zorientowałam że to już czas do domu. Wyszlam po 13. W drodze powrotnej wstąpiłam do bankomatu a potem do pralni chemicznej po kurtkę, którą tam zostawiłam w zeszłym tygodniu. Gdy przyszlam zrobiłam sobie herbatę żeby się rozgrzać. Obejrzałam filmik na YT poczytałam książkę. Aż przyszedł Bartek. Zjedliśmy obiad pogadaliśmy trochę. Potem znowu czytałam aż skończyłam. Zainspirowana książką postanowiłam wrócić do mojego starego hobby czyli haftowania krzyżykowego. Odszukałam moją niedokończoną pracę sprzed dwóch lat - domek i zaczęłam wyszywać. Skończyłam po godzinie. Bartek poszedł na siłownię a ja poćwiczyłam w tym czasie na orbitreku, porozmawiałam z mamą przez telefon i umyłam głowę. Potem napisałam do koleżanki smsa z pytaniem co u niej. Niestety niezbyt dobrze, nie chciała nawet za bardzo rozmawiać. Posłuchałam więc filmiku na YT Krzysztofa Króla o cechach biednych ludzi. Potem obejrzałam wiadomości, wrócił Bartek. Zjadłam kolację, zażyłam leki. Potem moczyłam stopy w wodzie z solą i oglądałam film Barwy szczęścia. Położyłam się przed 21 słuchałam jeszcze filmu Ojciec Mateusz, ale Bartek jak się kładł to wyłączył telewizor. Dość długo się wierciłam ale koło 11 zasnęłam...
Komentarze
Prześlij komentarz