Wstałam tuż po 8.00. Wyspana choć w średnio dobrym chumorze. Jak to zwykle w poniedziałek. Zjadłam śniadanie z Bartkiem. W pracy bylam po 9.00. Myślałam że będę tego dnia sama, ale okazało się, że jest Daniel. Nie miałam zbyt wielu zadań na ten dzień. Szczerze mówiąc miałam tylko zrobić jedno zestawienie udzielonych porad prawnych. Uporałam się z nim w 1,5 godziny. Pozostałą część czasu przeznaczyłam na zjedzenie śniadania i poczytanie ulubionej stronki psychologicznej Piękno Umyslu. Chwile posiedziałam na FB dodałam jeden wpis o ostatnio przeczytanej książce. Z pracy wyszłam po 12.00 godzinę wcześniej niż zwykle siedzę. Daniel wyszedł przed 12 .00 więc w sumie nie miałam po co siedzieć. Po drodze z pracy spotkalam moją matkę chrzestną, drugi raz w dość krotkim czasie. Wróciłam do domu zmarznięta. Bartek zrobił mi herbatę i jakoś powoli się rozgrzałam. Obiad zjedliśmy wspolnie po 13.00. Mieliśmy pyszną zupkę z soczewicy i karczek ze szpinakiem na drugie. Mięsko było od mojej mamy z niedzieli. Czyli wystarczyło tylko podgrzać i wszystko było gotowe. Po obiedzie posiedziliśmy sobie chwilę oglądaliśmy jakiś film dokumentalny o samolotach, który zwykle lli życiaeci o tej godzinie w telewizji. Bartek zwykle wychodzi tuż po 14.00 tak było i tym razem. Pożegnaliśmy się czule. Kiedy zostałam sama zabrałam się za składanie prania z soboty. Potem siedziałam i słuchałam filmiku na YT Grzegorza Kusza na którego trafiłam niedawno. Prowadzi on ciekawe rozmowy z różnymi ludźmi, specjalistami w różnych dziedzinach. Dziś był filmik o zdrowiu. Przed 15 wyszłam na zakupy do Lidla. Mamy około 15 minut do sklepu, to taki mały spacerek. Zdecydowałam sie iść mimo zimna na polu i wiatru. Niestety nie udało mi się kupić tego co chciałam, za to wzięłam płatki owsiane, kaszę orkiszową i herbatkę rumiankową, która sie właśnie kończyła. Wrociłam spacerkiem do domu. Po powrocie zjadłam podwieczorek, ciasto od cioci Teresy z niedzielnych imienin. Wypiłam tez herbatkę rumiankową. Siedziałam i czytałam książkę Beaty Pawlikowskiej W dżungli życia, jej biografia tak jakby. Skończyłam ją czytać po godzinie. Potem zabrałam się za sprzątanie łazienki. W sobotę bardzo źle się czułam i tylko wymopowałam całe mieszkanie natomiast łazienkę zostawiłam sobie właśnie na poniedziałek. Była dość zabrudzona, ale szybko się z nią uporalam. Gdy skonczyłam usiadłam sobie spokojnie i zadzwoniłam do mamy. Chwilę rozmawiałyśmy, umówiłyśmy się na środę popoludniu że wpadnę na pogaduchy. Potem obejrzałam jakiś filmik na YT o spartanach i ich zasadach życiowych i chile później zadzwonił Bartek. Zawsze dzwoni jak ma przerwe w pracy zwykle o 18.15 lub 18.20. Tak było i tym razem. Opowiedziałam mu co robiłam on mi co nieco opowiedział co robil i że dość szybko mu mija czas, no i że nie może się doczekać aż wróci. Po rozmowie dalej słuchałam filmików na YT Grzegorza Kusza i trafiłam na coś na temat Prepersów. To są ludzie, którzy przygotowują się na wypadek jakichś niespodziewanych sytuacji życiowych , katastrof. Bardzo ciekawe rzeczy opowiadał. Około 19 zjadłam kolację, a potem obejrzałam wiadomości. To jest taki mój rytuał. Codziennie je oglądam. Potem słuchałam jeszcze jednego filmiku z Traderem 21, bardzo mądrym gościu inwestorze i przedsiębiorcy, mówił o aktualnej sytuacji gospodarczej w kraju. o 20.00 wzięłam moje leki. Przed 21 rozścieliłam łóżko o 21.00 już w nim leżałam. Zasnełam dość późno, słyszałam jak przyszedł Bartek, ale jakby przez sen.
Komentarze
Prześlij komentarz