Wstałam jak zwykle w tygodniu o 8.00. Mam ochotę wstawać wcześniej np. o 7.00 ale jakoś nie mogę się na to zdobyć. Potrzebuję iść do spowiedzi już od miesiąca się wybieram ale jakoś nie mogę wstać. Nie chce mi się mam totalnego leochę zjonizowanym powietrzemnia w tym zakresie. W pracy bylam po 9.00. Zawsze sie spóźniam choćby 5 minut ale zawsze, może dlatego że robię sobie 10 minutową drzemkę o 8.00? Gdybym wstawała 10 minut wcześniej wtedy bym się nie spóźniała. Muszę się jakoś zmobilizować, żeby się nie spoźniać i zaczynać pracę o 9.00 rowno. Dziś miałam do napisania dwa pisma z zaproszeniem do udziału w kampanii zdrowotnej - do komendanta policji i do ZUSu. Dobrze, że Daniel je potem poprawił, bo napisałam je po prostu beznadziejnie. Nie umiem pisać. Poza takim zwyklym pisaniem jak tutaj. Potem robiłam zestawienie kart porad prawnych z dwoch projektów. Gdy to skończyłam zrobiłam mailing do UTW o nowym serwisie informacji zdrowotnych Adamed Expert. Potem zadzwonił Wojtek i prosił o przygotowanie mu materiałów do zabrania na szkolenie i sporządzenie tzw. listy dystrybucyjnej. W sumie byłam zajęta do 12.30. Czas mi szybko minął. O 13.00 przyszedł Wojtej jak już miałam wychodzić. Przekazałam mu dane z zestawienia, które robiłam tego dnia i poszłam do domu. W chwili gdy wychodziłam z biura dostałam smska, że czeka na mnie książka do odbioru w bibliotece. Więc udałam się tam. Okazało się że jest książka Ekonomia w jednej lekcji. Ja ostatnio zaczęłam się tym interesować więc postanowiłam przeczytać jakieś książki o podstawie z ekonomii i o pieniądzach. Nie wiem czy przez nie przebrnę, bo jak jest coś zbyt trudnego to tego nie czytam ale przynajmniej spróbuję. Może mi się spodoba i doczytam do konca. Zobaczymy. Do domu dotarłam przed 14.00. Czekał na mnie Bartek z obiadem. Od razu zabrałam się za jedzenie bo byłam trochę głodna, abyło ciepłe w sam raz do jedzenia. Potem chwilę posiedzielismy. Bartek wyszedł do pracy po 14.00 tak jak zwykle skrzywiony i zniechęcony, bez motywacji. Zawsze jak wychodzi to jęczy, że wolałby zostać ze mną. No ale w końcu wychodzi. Gdy zostałam sama włączyłam sobie rozmowy na YT o ekonomii i aktualnej sytuacji w gospodarce. Potem posprzątałam w kuchni i w pokoju. Przed 16 wyszłam na spacer nad rzekę. Pooddychać trochę zjonizowanym powietrzem. Takie spacery dobrze mi robią. Odświeżają mój umysł i ciało. Gdy wróciłam dalej słuchałam filmików na YT. po 17 zadzwoniłam do mamy. Rozmawiamy codziennie. Mama opowiadała mi jak jej minął dzień, a ja jej o swoim. Potem zabrałam się za czytanie książki Beaty Pawlikowskiej "W dżungli codzienności" - takie felietony krótkie i odpowiedzi na listy czytelników. Bartek zadzonił po 18 jak zwykle. Opowiedziałam mu o moim pomyśle kupienia złota, zainwestowania trochę pieniędzy. Był trochę zaskoczony ale w sumie chyba mu się spodobal pomysł. Po rozmowie z nim dalej czytałam książkę. Przed 19 odgrzałam sobie zupę na kolację. Obejrzałam wiadomości. Potem dalej czytałam. Przed 20 zadzwoniła Ola, rozmawiałyśmy kwadrans opowiadała, że jedzie następnego dnia na wycieczkę. Po 20 wzięłam leki. Potem oglądałam filmiki o zdrowiu. M.in. o tym, że na depresję bardzo dobrze działa magnez. Postanowiłam nie czekać tylko od razu sobie zaaplikować odpowiednią dawkę. Poczułam się wyluzowana. Poszłam spać jak zwykle po 21.00. Długo nie mogłam zasnąć i doczekałam się powrotu Bartka, potem film mi się urwał.
Komentarze
Prześlij komentarz